Podróże małe i duże

Poznajemy Warszawę

1-DSC_0007 1-DSC_0003

Jako, że przyszło nam tu mieszkać powoli próbujemy się zadomowić i zapoznać. Ja jestem z każdym dniem coraz bardziej zakochana i każde nowo poznane fajne miejsce wywołuje u mnie radość ogromną. Nie ma co, duże miasto to dużo atrakcji, wydarzeń, miejsc… Warszawa jest specyficzna. Albo się ją lubi albo nie. Ja kiedyś omijałam ją szerokim łukiem, chociaż prawdę mówiąc nie dawało się za bardzo, bo brak obwodnic robi swoje ;P Ale zawsze siedząc w aucie (bo zawsze się było „prze jezdnie”) krzyczałam „Wszędzie! Wszędzie mogę mieszkać, ale nie tu!”

Ale los sprytny jest i zaciągnął nas i tutaj ;) Nie pozostało nam nic innego jak się wzajemnie polubić, tak „by żyło nam się lepiej” ;P Więc każdy wolny czas spędzamy zwiedzając. A uwierzcie mi jest tu co zwiedzać. Gdzie byśmy się nie zapuścili, tam jakiś park, jakaś atrakcja i to najbardziej mi się tu podoba. Z ludźmi trochę gorzej, bo takich jak my (napływających) nazywają słoikami i innymi przydomkami ;) I dość krzywo na nas się patrzy. Ale na szczęście na pierwszy rzut oka nie widać, że my nie stąd, bo na czole naklejki nie noszę, natomiast też nie wstydzę się tego, że urodzeni jesteśmy na Mazurach – wręcz dumą tryskamy! Najdziwniejsze jest to, że ci co tu mieszkają pięć lat najczęściej „świeżaków” wytykają ;) Nie chcę też tu politycznie się zapędzać, ale śledząc pracę Pani Prezydent Warszawy śmiało stwierdzam, że Ona sama w ludziach taki nawyk wyrabia. Głośno zresztą manifestuje, że „przyjezdni muszą mieć gorsze dojście do przedszkoli publicznych”, „bo przyjezdni nie płacą podatków w Warszawie” etc. Tylko, że moim zdaniem 70% Warszawy to osoby, spoza niej. I gdyby nie przyjezdni to Warszawa nie miałaby dla kogo się rozwijać. Gdzieś przeczytałam mądre słowo, że rodowici Warszawiacy to mała garstka ludzi, którzy przetrwali Bitwę Warszawską i II wojnę światową oraz ich dzieci. Reszta to ludzie napływający ze wszystkich zakątków kraju.

Ale nie o tym miało być ;)

Korzystając z okazji, że tak sobie zwiedzamy tę stolicę poszukując fajnych miejsc, postanowiłam zrobić nowy cykl zatytułowany Poznajemy Warszawę. Może pomożemy tym, co do Warszawy się wybierają na dzień, dwa lub też tak jak my dopiero zaczynają tu swoje życie i szukają ciekawych miejsc na spędzenie wolnego czasu. Proszę wziąć jednak pod uwagę, że są to miejsca przyjazne rodzinie ;) Bo z Agatką – wiadomo – po barach, pubach i klubach szlajać się nie możemy ;)

Praga Północ – zakochałam się. Uwielbiam jej klimat! Stare obdarte budynki pamiętające wojenne ciężkie czasy, kapliczki, kościoły… Jest też Park Praski. Nie zwiedziliśmy całego, tylko małą część. Tą z główną atrakcją, czyli niedźwiadkami ;) Na obrzeżach parku jest wybieg, gdzie mieszkają sobie dwa niedźwiadki. Po zachowaniu widać, że uwielbiają one widownie i całkiem nieźle się czują jako obiekt zainteresowania :)  Zaraz za niedźwiadkami (dosłownie kilka kroków) znajduję się spory plac zabaw. Nowy z atrakcjami wyższej klasy. Nie jakieś zwykłe zjeżdżalnie, piaskownice i huśtawki, a sprzęt wymagający od naszych pociech dużego zaangażowania, skupienia, sprytu i aktywności fizycznej. Bo żeby wejść na jakąkolwiek zjeżdżalnię trzeba najpierw pokonać tor przeszkód. Na szczęście wszystko na tyle pomyślane, że dzieci w różnym wieku znajdą coś dla siebie. Zauważyłam też, że starsze dzieci mając wystarczająco ciekawe miejsca dla siebie nie korzystają z łatwiejszych atrakcji, a dzięki temu maluszki mogą spokojnie się bawić. Bo nie wiem jak Was, ale mnie irytują „starszaki”, które nie bacząc na młodsze dzieci wciskają się pomiędzy, nie raz wyrządzając im krzywdę lub przeszkadzając w spokojnej zabawie. A na tym placu jest w miarę spokojnie, bo każdy ma swój przedział.

Dodam jeszcze, że niedźwiadki i plac zabaw to miejsce dla osób, które szukają rozrywki na mniej więcej 2-3 godz. A jeżeli potrzebujecie więcej, to zaraz obok Parku Praskiego znajduje się ZOO :)

1-DSC_0002 1-DSC_0006 1-DSC_0012 1-DSC_0018 1-DSC_0020 1-DSC_0023 1-DSC_0047 1-DSC_0044 1-DSC_0041 1-DSC_0039 1-DSC_0037 1-DSC_0034 1-DSC_00281-DSC_0031 1-DSC_0025 1-DSC_0060

A tu dla ułatwienia screen z Google Maps ;)

Przechwytywanie

17 thoughts on “Poznajemy Warszawę

  1. ale ale co ja widze kiedy to się wam tak rodzina powiększyła? :D
    takie miejsca jak najbardziej lubie ale tak jak piszesz drażnią mnie duże dzieci którzy przeszkadzają w zabawie małym!!!ale zwróć takim uwagę to i tak mają to w nosie!czekam na wiecej relacji choć do warszawy mi nie podrodze ale zawsze miło wiedzieć coś na przyszłość :)
    buziaki

  2. Uwielbiałam chodzić do „miśków” – podobno kiedyś musiałam tam być codziennie. Szkoda, że w Parku Praskim nie było wtedy takiego fajnego placu zabaw. Za to świetnie rysowało się kredą na asfalcie przy „Żyrafie”.

  3. Ja też uwielbiam Pragę był okres że często bywałam w Warszawie…A ogród zoologiczny mam zdjęcia jako mała dziewczynka:-) A ja myślałam że wy w Irlandii czy Anglii mieszkacie?? Coś się pozmieniało? Samych wspaniałych wycieczek i udanego zwiedzania Wam życzę:-)) Buziaki!!!

  4. w zoo byliśmy rok temu, i widzę wielkie zmiany na placu zabaw ;d jak tylko dzieci pójdą do szkoły trzeba będzie się wybrać na spokojny spacer po zoo..:D buziaki

  5. A mi się zawsze wydawało, że rodowici, znaczy „urodzeni w”, a nie z pokoleń ;)
    Chciałabym na Mazurach mieszkać i jest to od dawien dawna jedno z tych najcieplejszych pod sercem pielęgnowanych, pobożnych życzeń mych, oddałabym za to tuzin Warszaw! I dotąd byłam przekonana (do granic pewności), że Warszawy nie da się polubić, można w niej mieszkać, ale z tym lubieniem mocno mnie zaintrygowałaś. Trzymam kciuki by się dobrze mieszkało :D

    1. Też nie przypuszczałam, że można ją lubić, a jednak ;)
      Również i moim marzeniem jest wrócić kiedyś na Mazury, zamieszkać w małym domku na odludziu ;) na razie zostały nam weekendowe pobyty, które kocham!!! I chyba nigdy nie pokocham innego miejsca tak bardzo jak Mazury, bo tylko za tamtym miejscem tak bardzo i często tęsknię…
      Jeśli życie pozwoli, to wrócimy tam na stałe na pewno! :)
      Dziękuję za odwiedziny :)

  6. Czy to przyjezdni, czy rodowici, wszyscy warszawiacy są…. specyficzni ;) wielkomiejscy, jak to się u nas, w małej mieścinie mówi. Życzę Wam pozostania w klimacie mazurskim i nie dajcie się przesiąknąć tym warszawskim :))
    A co do rodowitości ;) to ja uważam się za rodowitą bartoszyczankę, bo przecież i mama stąd i tata, a przecież ja urodzona w Piszu… przy czym za piszankę bym się w życiu nie podała, bo zwyczajnie czuję się w Piszu obco :)

  7. No to się teraz zdziwicie :) Ja kocham to miasto! Jak byłam mała i przejeżdżałam przez Warszawę w drodze na kolonie byłam zachwycona! Już wtedy wiedziałam, że chciałabym tu mieszkać więc po studiach od razu wiedziałam w którym kierunku mam się udać. Mam tu swoje ulubione uliczki, kamienice, a wieczorne spacery ulicami Warszawy – takie już po zmroku – uwielbiam! Dziwna jestem? Wiem. Dziwna :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s