W naszym życiu

Uczę się na błędach…

DSC_0033 - Kopia

Naklęłam się wczoraj, oj naklęłam!

Zachciało mi się jasnej wykładziny do pokoju Agaciny, to mam!

Już pierwszą taką kupiliśmy do pokoiku w domku na wsi, kiedy to wiłam gniazdo z sześciomiesięczną Agatką w brzuchu. Tutaj też taka mi się wymarzyła. Przede wszystkim miała ogrzewać bose stópki zimą, bo Agacina w kapciach nienawidzi chodzić, to dla niej kara. A po drugie bardzo podobają mi się pokoje z jasnymi wykładzinami. To była świetna alternatywa dla brzydkich paneli w jej pokoju. A panele wymieniać w wynajmowanym mieszkaniu to byłaby lekka paranoja i nonsens. Tak więc jest moja wymarzona wykładzina. Jasna… w kolorowe plamy.Tak, tak. Przeszła „małą” metamorfozę. Lekki tuning. Make up. Zwał jak zwał. Cho-le-ra!!! o.O !!!Farby SIĘ wylały. Plakatowe. Podczas pracy twórczej Agaciny. Czarna i żółta. Te farby to jakieś nieporozumienie jest. Żeby AŻ tak wżerać się w tkaniny? Pewnie gdybym chciała aby zostały to by się sprało całkowicie, ale jeśli chcę wyprać to się nie da! Wszystko poszło w ruch. Proszki, płyny, wybielacze, mydła, pasta do zębów, nawet cif!!! Plamy z małych kleksów długości około 3-4 centymetrów rozrosły się tworząc mozaikę na około 40 cm2!!!Wierzcie czy nie, dwie godziny szorowania, w tym z dwadzieścia minut intensywnego tarcia szczotą rękami męża. Żółty tak się wgryzł, że nie ma z nim szans. a czarne zmieniło dywan w szare.I tak kipiąc jak gorący wrzątek, klęcząc nad plamą i ścierając pot z czoła biłam się z myślami, w którym momencie popełniłam błąd- kupując taką wykładzinę czy dając Agatce malować w pokoju.I klęłam w myślach na wszystkich dookoła.Bo cóż mi pozostało?Zawsze można winić dziecko, które jeszcze jest na tyle małe i nie rozumne, że zdarzyło mu się wylać te nieszczęsne farby. Zawsze można zabrać wszystkie kredy, farby, kleje, plasteliny i sprawić, by moje dziecko zapomniało o ich istnieniu dopóki nie wydorośleje(…?), a ja będę mogła spokojnie żyć bez kolorowych „wpadek”. Mogę złapać ją na smycz i zawinąć wszystko w folię, bo zawsze może zdarzyć się inna niespodziewana akcja (z przerażeniem wspominam, jak jako pięcioletnie dziecko wypaliłam w wykładzinie w swoim pokoju dziurę, bo zrobiłam ognisko z papierów nadartych na pokrywkę od słoika o.O!). Można winić, krzyczeć, karać. Ale za co? To przecież tylko dziecko. Wystarczy pomyśleć nieco wcześniej i zaprosić dziecko do malowania przy stole kuchennym. Ale najpierw trzeba pomyśleć ;)  Ale ja jestem prostym człowiekiem i uczę się na błędach. Zazwyczaj na swoich. Wczorajsze dwie godziny wgryzły mi się w pamięć jak te potworne farby w dywan. Zapamiętam. Wy też zapamiętajcie. Uczcie się na moich błędach ;)Soda oczyszczona nieco złagodziła moje nerwy, ale plam zupełnie nie usunęła.

Stało się. Trudno, czas przyjąć na klatę i przyzwyczaić się, do niespodziewanych kolorów w pokoju…

Czy kupiłabym drugi raz taką wykładzinę do pokoju dziecka? Pewnie! Ale od dziś pudełko z farbami i mazakami stoi w kuchni ;P

7 thoughts on “Uczę się na błędach…

  1. mam nadzieje,że mnie nie zabijesz za to co napiszę ale w najlepsze się śmiałam z faktu,że mała plamka przemieniła się w plamę ;)
    zapomniałaś o jeszcze jednej opcji czyli wylać farby na resztę wykładziny i cała byłaby taka :D i zero męczenia,zero złości ;)
    buziak

  2. Mi też Pola załatwiła ostatnio dywan… ale chyba tez o tym napiszę, bo to też ciekawa historia, ale jeszcze ciekawsza jest z biurkiem, które pomalowała flamastrami i nijak zmyć się tego nie da… normalnie się popłakałam prawie nad nim :/

    1. o matko! a z tego co wiem to macie takie samo biurko co my (ikea ze schowkiem) – masakra u nas też już podobne akcje były z farbami i mazakami ale jakoś poszło na szczęście. Najgorsze, że kolor „wpływa” w rowki drzewa. Spróbuj szczoteczką do zębów ;) A dołączając akcje naszych malarzy to wczoraj wieczorem okazało się, że Agatka postanowiła zrobić mi rysunek długopisem na moim biurku :P dobrze, że nie dorwała dokumentów. Cóż, dziewczyny są w podobnym wieku… ;) pozostało nam się wzajemnie wspierać :P

      1. my mamy to biurko z otwieranym blatem! i wszystko z niego schodziło po użyciu magicznej gąbki z rossmanna (swoją drogą polecam!)… wszystko! do momentu, kiedy Pola użyła mazaków z Ikei :/ one po prostu wsiąkły w ten blat… niczym zejść nie chce… swoją drogą to mam ochotę do ikei napisać czy kiedyś testowali te mazaki na swoich biurkach :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s